3 MPLKS 20-21 maja 2005 r. PDF Drukuj Email

Tym razem pogoda dopisała i co prawda nie w słońcu, ale bez deszczu ścigaliśmy się 20 i 21 maja w Bychawie.

W piątek rozegrana została czasówka, którą wygrała Kasia Klimala i Robert Nanowski. Tuż, tuż za zwycięzcą uplasował się Wojtek Jurasz (odkrycie sezonu :-)) i Dario Morawski. wyniki
Następnego dnia stanęliśmy do wyścigu ze startu wspólnego. Upały w całej Polsce a w Bychawie było tylko około 15 stopni. Najpierw na 3 pętle ruszyły kategorie A i B mężczyzn a 10 minut później pozostali uczestnicy. Pierwsze kółko pokonaliśmy w przyjaznej atmosferze, ale już drugie także w podobnym tempie.

Tego "turystycznego" pedałowania nie wytrzymali chłopcy z Poznania i na początku trzeciego okrążenia odjechał Tomek Karczmarek ("biały"). Początkowo nie wyglądało to groźnie i nikt Go nie gonił. Później, trudno było znaleźć chętnych do poświęcenia się dla reszty i gonienia uciekiniera. "Czerwoni" nie czuli się w obowiązku a "biali" nie wykazywali chęci do pościgu (Oj, Darku i Czarku! Oj!).
Co prawda, mocni wyścigu próbowali jeszcze na ostatnich podjazdach rozerwać grupę, ale bez większych efektów. W sumie do mety z 16 sekundową przewagą przyjechał Tamek a z rozciągniętego peletonu najszybciej finiszował Michał Małysza.

Natomiast wyścig w drugiej grupie, opisany przez Kasię Klimalę, wyglądał następująco: Pomysł dzielonego startu przyniósł wiele emocji. Kiedy na trasę wyruszyła nasza najmłodsza męska kadra, poziom hormonów stresu podniósł się wśród reszty zawodników. Dziesięciominutowa przerwa w starcie okazała się wiecznością.

Nerwowe oczekiwanie na gwizdek sędziego... i stało się. O 12:25 ruszyliśmy na trasę. Jako pierwsza płeć piękna a zaraz za nami panowie. Początkowo tempo było spokojne, nadawane przez nas - Asię Nanowską i mnie, przodowniczki peletonu. Sielanka została brutalnie przerwana, kiedy na prowadzenie tuż przed pierwszym podjazdem wyszedł Marcin Zajusz z Heniem Domańskim. Cyferki licznika zmieniały się w zastraszającym tempie ku górze oczywiście. Ratuj się kto może! Mocno pociągnęliśmy do przodu. Grupa wstępnie się przerzedziła.

Pierwsze z dwóch okrążeń jechaliśmy spokojnie i równo, choć dość szybko. Zdecydowanie najbardziej aktywnym kolarzem okazał się Marcin Z., który najczęściej wysuwał się na czoło peletonu. Liczniki wskazywały średnio 35 km/h. Jednak nie było chętnych do ucieczek, solowych akcji... Druga pętla była zdecydowanie mocniejsza. Energii ubywało z każdym kilometrem odwrotnie proporcjonalnie do chęci zwycięstwa. Ostatni podjazd był prawdziwą walką o życie ;-) I prawdopodobnie taktyką na zwycięstwo. Mocne szarpnięcie Janusza Lewandowskiego rozerwało grupę. Takiej akcji odpuścić nie można! Ruszyliśmy "z blatu".

Ostatnie 3 km to powtórka z czasówki. Ostatki sił, maksymalne tętna, ból czworogłowego, skurcze brzuchatego... Ale to musi boleć! Niepokonany Góral przeciął linię mety w samotności. A ja, nie chcąc odpuścić koła, nieustraszenie ;-) goniłam Go do ostatnich metrów, ale niestety...
Jednakże zaowocowało to moim, również samotnym, finiszem. Z absolutnie nieskromnym uśmiechem skierowanym do Was Panowie :-))), którzy zakończyli wyścig w trzech kolejnych grupach kilkadziesiąt sekund później.

Po wyścigu powróciliśmy do Pszczelej Woli, gdzie wręczyliśmy dyplomy i "trybiki". Jak zwykle każdy z uczestników otrzymał nagrodę a później - tradycyjnej biesiady czas nastał. Kto miał siłę i chęci bawił się z organizatorami (:-)) do trzeciej nad ranem.

Dziękujemy wszystkim, którzy przybyli na kolejną edycję mistrzostw. Już teraz zapraszamy za rok i obiecujemy, że spróbujemy Was pozytywnie zaskoczyć.
Wielkie dzięki: Zoyce, Wandzie, Martynkom, Kasi, Stefanowi, Trzem Braciom Trusom, Michałowi, Rafałowi, Wojtusiowi Siostrze i Pawełkowi oraz kochanym Kalinkom, bez których byśmy sobie nie poradzili!!!


Do zobaczenia Krzysiek & Mario